niedziela, 16 czerwca 2013

MaxSentymentalny: 1. Wstep do rozwazan.



Długo myślałem o tym czy wrócić do pisania. Całe moje życie się zmieniło. Taki symbol nieskończoności. Jesteś w samym środku, rozpędzony. Raz jesteś na górze, żeby potem bardzo szybko zjechać na sam dół. Ludzie zawsze mówią ci, że musisz przestać coś robić. Ale dlaczego miałbyś skoro to, co robisz nie jest złe, ani nie krzywdzi innych? Chcą, żebyśmy wszyscy byli tacy sami. Stado owiec, a kiedy ktoś chce się wybić, to zaczynają go nienawidzić. Chcą mu odebrać wszystko na co tak ciężko pracował.

Sam jeden inny pośród czarno-białego tłumu.

Dlaczego boimy się przyznać gonić do tego czego pragniemy? Przecież wszyscy mamy marzenia. Jedni większe, drudzy mniejsze.

Przyznam się wam kim jestem. Jestem człowiekiem, który całe życie próbował zamaskować swoje oblicze ukrywając się za pewnością siebie, zdobytymi kobietami czy brakiem uczuć, które sam zablokowałem. Kiedyś nie chciałem kochać. Bałem się, że to mnie zabije. A tak naprawdę okazuje się, że moje własne uczucia zabijają innych. Straciłem więcej niż przeciętny człowiek. Tak to widzę. Straty w ludziach są bardziej dotkliwe niż te w pieniądzach czy zdrowiu, niż straty własne. Każda zmarła osoba zabiera ze sobą część nas. A gdyby umarli wszyscy, których znasz? Nie byłoby ciebie. Osoby, którą jesteś. To bardzo dziwne, ponieważ zawsze mówiłem, że możemy być tym kim chcemy. I to prawda, ale jeśli ktoś nam umiera, to zaczynamy się zmieniać mimo woli.

MaxSentymentalny. Nie jestem specjalistą ze wszystkich dziedzin. Chcę tutaj mówić o swoich przemyśleniach i przeżyciach. Pisać swoje opowiadanie. Mówić o uczuciach i radzeniu sobie z własnymi demonami. Chcę poświęcać czas na to, co nurtuje Ciebie. Tak, mam na myśli ludzi, którzy to czytają. między innymi Twoją osobę. Jesteś kimś ważnym. Bo masz życie, które możesz zmienić. Możesz powiedzieć, że każdy sam musi przeżywać swoje wzloty i upadki. I to dobra metoda, ponieważ ja nigdy nie słuchałem innych jeśli chodzi o moje poglądy i działania. 

Dążyłem do swego i dobrze mi to wychodziło.Ale kiedy w życiu zdarzy się coś złego lub kiedy zrobimy coś czego nie powinniśmy... będziemy potrzebować wsparcia. A ja jestem tutaj, żebyś mógł przeczytać jak ja sobie z tym radziłem. Może poradzisz sobie nawet lepiej i będziesz mógł się ze mną tym podzielić.

Czego pragnę? Pragnę zmienić kawałek świata. Zarobić milion i odzyskać coś co straciłem. Coś czego nie powinienem nigdy mieć, a jednak to dostałem. Bo miłość do swojej osoby nie jest łatwa. Nienawidzę siebie samego częściej niż kocham. Ale pragnę to zmienić, zmienić siebie i pokazać, że potrafię żyć tak jak sobie to zaplanowałem. Kochać i być kochanym.

Pewien mądry człowiek kiedyś napisał, że gdyby nie było prób i błędów, doświadczeń i uczuć, to świat byłby strasznym miejscem, a człowiek byłby martwy i zapomniany od bardzo dawna. Dlaczego? Ponieważ nie odkryłby ognia, bez strachu przed ciemnością. Nie odkryłby podróży statkiem bez chęci i pragnienia odkrycia i wreszcie nie odkryłby, jak się rozmnażać bez pożądania lub miłości. 

Oto świat uczuć, który wam przedstawię. Oto ja, MaxSentymentalny.
Zapraszam :)

sobota, 15 czerwca 2013

ROZDZIAŁ VI

Dwa lata później.
Niesamowite jak czas szybko płynie, kiedy człowiek jest szczęśliwy. Nie jesteśmy z Julią idealnym małżeństwem. Pierwsze miesiące były trudne. Gryźliśmy się prawie o wszystko od kiedy po ślubie przeprowadziła się do mojego mieszkania. Ale jeśli się kogoś kocha, to wszystko można przetrzymać i nigdy się nie odpuszcza. Dzisiaj pogrzeb Ani - tak miała na imię ciężko chora sąsiadka moich rodziców. Często im pomagałem. Zajmowałem się małym Adamem, kiedy jeszcze mieszkałem z rodzicami. Jej syn o takim samym imieniu jak ja trochę podrósł i ciężko znosił śmierć mamusi. Nie rozumie jeszcze jak będzie mu ciężko. Zresztą ja też nie rozumiem. Nikt mi nigdy nie umarł. Zawsze miałem wszystkich, których kochałem. Martwe ciało wygląda inaczej niż żywe, być może dlatego, że nie ma w nim duszy. Może to złe porównanie, ale miałem podobne wrażenie szukając części do samochodu na złomowisku. Pozostawione tam auta nie mają właścicieli, tracą swoje piękno tak samo jakby wszystkie ich uczucia uciekły. Ciężko jest się pogodzić z takim biegiem wydarzeń.

Pogrzeby są smutne. Aura pogrzebu sprzyja płaczu. Ludzie wylewają z siebie łzy, które mają pożegnać kogoś kogo kochają, ale tej osoby nie ma już wśród żywych. Trzeba pokazywać światu, jak bardzo nam jej brakuje. Myślę, że kiedy ktoś choruje bardzo długo, to najbliżsi w jakimś sensie są gotowi na śmierć. Z czasem wiedzą już, że zostaną sami. Przynajmniej tak jest z dorosłymi. Dzieci nie potrafią zrozumieć, że choroba, to nie tylko kaszel i gorączka. Ale co z dziećmi chorymi na raka? Czy mają świadomość, że ich czas się kończy, kurczy do rozmiarów iskry, żeby w końcu zgasnąć przy najmniejszym podmuchu? W filmach są zawsze silne, wspierają swoich rodziców wiedząc, że mogą im dać ostatnie chwile radości. Ale rodzice nie będą potrafili się z tym pogodzić przez długi czas. Ja bym nie mógł.

Wyszliśmy z Julią z cmentarza prawie jako ostatni. Przekazałem kondolencje i porozmawiałem chwilę z małym Adamem. Obiecałem, że niedługo ich odwiedzę i zagramy razem na konsoli.

Możemy porozmawiać... - zaczęła Julia i spojrzała mi w oczy. - to ważne - dodała po chwili.

Przybrała poważny ton, który zazwyczaj zwiastował kłopoty, ale po chwili uśmiechnęła się niepewnie, a jej warga zadrżała lekko.

Oczywiście. O czym? - zapytałem lekko zaniepokojony i zatrzymałem się patrząc jej w oczy.

Wiem, że to nie najlepszy moment, ten pogrzeb i kilka innych problemów...- Przygryzła wargę i przytuliła się szybko. Niesamowite jak bardzo była niepewna, kiedy chciała powiedzieć coś ważnego. Jakby odbierało jej to całą pewność siebie, której nabrała do mojej osoby przez te wszystkie lata bycia razem.

Wykrztusisz to z siebie nareszcie? - zapytałem wdychając zapach jej włosów. Nadal działał na mnie tak samo jak na samym początku. Uśmiechnąłem się lekko.

Jestem w ciąży. - zesztywniała i odsunęła się, żeby przyjrzeć się mojej twarzy.

W jednej chwili świat stanął na głowie. Wiecie jakie to uczucie, kiedy do krwi dostaje się adrenalina i serce automatycznie przyśpiesza? To była coś podobnego, tylko moje serce wybuchło żarem, powiększyło się kilkukrotnie i wykonało salto z perfekcyjnym lądowaniem. Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Zaniemówiłem na ułamek sekundy, całe nasze wspólne życie przeleciało mi przez głowę i zatrzymało się na pierwszej wspólnej nocy. Przyśpieszyło do momentu, kiedy zgodziła się zostać moją żoną, żeby zaraz przeskoczyć do ślubu, a następnie do nocy poślubnej i ostatniego razu. Wszystko cofnęło się, jakby na powrót wchodziło do mojej głowy. Do przodu - frrrruuuuuuuu, do tyłu - wruuuuuum... Masakra, znacie to? Nie? Ja też nie znałem do tej chwili. Niesamowite uczucie. jakby spełniały się wszystkie marzenia w jednej chwili.
Pocałowałem ją mocno i długo, a kiedy się odsunąłem i spojrzałem jej w oczy miała w nich łzy.

Nie płacz, głupia. Przecież to wspaniale! Będziemy rodzicami! - uśmiechnąłem się łobuzersko - Wystarczy powiedzieć: Spisałeś się mój najwspanialszy, najcudowniejszy, najlepszy mężczyzno na świecie. - zaśmiałem się, kiedy jej usta rozszerzył uśmiech.

Tak. Byłem naprawdę szczęśliwy w tej chwili. Jak nigdy.


sobota, 26 stycznia 2013

ROZDZIAŁ V

Ugotowany, wygrałem miłość

Spędziłem w kuchni cały dzień. Musiało być idealnie. Przeprowadziłem się do większego miasta. Studia, to niełatwa rzecz, ale skromnie mówiąc daję radę. Miesiąc temu wyprowadziłem się od rodziców i Julia miała zobaczyć to mieszkanie po raz pierwszy. Chciałem przygotować coś specjalnego, więc pomyślałem, że coś ugotuję o zjemy razem. Obejrzymy jakiś film. Chcę ją potem zabrać na dach, pooglądamy gwiazdy. Może zrobi wyjątek i napije się wina. Jestem ostatnio zestresowany, własne mieszkanie wbrew pozorom to niełatwa sprawa. Stos papierów i rachunków, wynoszenie śmierci i sprzątanie, pranie i sąsiedzi. Ale powoli zaczynam to ogarniać. Będzie dobrze.
Na wieczór zrobiłem deser, czekoladowe coś. Nie pamiętam nazwy nawet. A danie główne, to jakaś rolada mięsna. Przepisy znalazłem w internecie.
Po południu dostałem telefon, że pociąg ma drobne opóźnienie i będzie pół godziny później. Mimo to ubrałem się i spacerkiem postanowiłem pójść na peron. Usiadłem tam i przyglądałem się ludziom. Pomogłem pewnej niewidomej parze z walizkami wejść po schodach z podziemnego przejścia i wysłuchałem ich pięknej historii. Poznali się jeszcze jako dwudziestoparolatki i od razu pokochali. Mimo tego, że ich rodziny były przeciwne ich związkowi, oni uciekli razem i bez pieniędzy, ani pomocy, niewidomi ludzie byli ze sobą przez ponad trzydzieści lat. Niesamowita miłość - przeogromna.
Pociąg Julii zatrzymał się na peronie godzinę później, a ja już czekałem. Wyglądała jeszcze ładniej niż tydzień wcześniej. Wyciągnąłem lizaka z kieszeni i spojrzałem jej w oczy.

Dla pięknej pani - oznajmiłem dając go jej i przytulając ją mocno.

Później wziąłem jej walizkę i wróciliśmy do mieszkania.

Jeśli chcesz, to możesz wziąć prysznic, a ja wstawię naszą kolację do piekarnika, nie jest jeszcze skończona - powiedziałem otwierając łazienkę i pokazując jej wnętrze. - Mam duże łóżko... - wymruczałem jej do ucha i cmoknąłem w szyję. Zaśmiała się tylko i pokręciła głową.

Rozepniesz mi sukienkę? - zapytała - wezmę ten prysznic.

Rozpiąłem jej sukienkę i stanik, a potem pobiegłem do kuchni zająć się naszą kolacją. Wszystko było pięknie, ale trochę przesoliłem. Miałem nadzieję, że mi wybaczy tę małą wpadkę kulinarną. To moja pierwsza rolada mięsna. Nie robię ich codziennie przecież. Ustawiłem talerze na stole i zapaliłem świece. Jedzenie było gotowe w kuchni, deser w lodówce, napoje stały na stołku. Perfekcyjnie. Włączyłem lekką muzykę i poszedłem się przebrać w wcześniej przygotowane rzeczy. Te które miałem na sobie wcześniej zaniosłem do kosza, który był w łazience. Wszedłem akurat, kiedy wychodziła spod prysznica.

Nie podglądaj! - niemal krzyknęła na mnie i rozejrzała się za ręcznikiem.

Przecież nie zobaczę nic czego jeszcze nie widziałem. - uśmiechnąłem się i podałem jej ręcznik z półki - Poza tym mokra wyglądasz jeszcze bardziej pociągająco niż sucha - stwierdziłem.

Wiesz, że jesteś niemożliwy?

Tylko się uśmiechnąłem i wrzuciłem rzeczy do kosza.

Wszystko już gotowe. Mam nadzieję, że jesteś głodna - oznajmiłem i podreptałem do sypialni,. żeby pomóc jej z walizką.

Głodna jak diabli. - Usłyszałem za sobą.

Najpierw zjedliśmy przy świetle świec, które były rozstawione po całym pokoju. Dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Później poszedłem zapalić i przyniosłem deser. Wszystko jej smakowało. Była ze mnie dumna.  Świetnie sobie radziłem z własnym mieszkaniem.

Wiesz co? Chodźmy na dach, zobaczysz jaka okolica jest piękna i jak widać tutaj gwiazdy.

Poszliśmy na dach. Miałem już tam przygotowane koce i coś ciepłego do picia. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W pewnym momencie Julia przytuliła się do mnie i cmoknęła w linię szczęki.

Wiesz, że jesteś wspaniały? - zapytała z lekkim uśmieszkiem.

No pewnie, ciągle to powtarzasz. - Zaśmiałem się. - Ale zawsze miło usłyszeć.

Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało, kimś na kogo zawsze mogę liczyć i kto mnie rozumie jak nikt, a bywam dziwna. Miewam humorki. Jesteś moim Aniołem, moim szczęściem - szeptała a ja uśmiechałem się lekko.

To... to są najpiękniejsze słowa na mój temat jakie kiedykolwiek słyszałem. - odszepnąłem i spojrzałem jej głęboko w oczy. - Miałem to zrobić za jakiś czas, ale chyba lepszej chwili nie będzie. 

Wyciągnąłem pierścionek i poprosiłem ją, żeby wstała a sam przyklęknąłem.

Julio... pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...skłamałbym mówiąc, że od razu cię pokochałem. Ale od razu wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Twoje oczy błyszczały inteligencją i radością bardziej niż oczy innych dziewczyn. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, pierwsze miłosne uniesienie. Pamiętam każdą minutę, którą spędziłem z tobą. Dlatego doskonale wiem, że pragnę więcej takich chwil. Wiem dziś, że pragnę mieć z tobą dzieci i chcę się z tobą zestarzeć. Siedzieć na kanapie i oglądać stare filmy mimo, że ciało nie będzie już takie samo. Zawsze już będę cię kochał. Dlatego chcę cię zapytać... Czy wyjdziesz za mnie? - Nie powiem, że było łatwo to z siebie wyrzucić. Stresująca chwila. Człowiek nie wie, czy ona jest na to gotowa? Może jeszcze uważa, że jest za młoda na męża.

Ale ona tylko się uśmiechnęła i zaczęła mnie całować, mocno i zachłannie. A w chwili kiedy łapała oddech wyszeptała, że się zgadza, że też będzie mnie zawsze kochać.
Wspaniałe uczucie. Wspaniała noc. Kochaliśmy się do rana - na dachu. Byłem cholernie szczęśliwy.

sobota, 19 stycznia 2013

ROZDZIAŁ IV

Święta, magia w każdym oddechu...


W domu od zawsze mieliśmy własne tradycje, które powstawały, kiedy byłem mały. Robiliśmy wszystko tak samo każdego roku. Atmosfera była wspaniała. Magia świąt. Dla każdego to coś innego. Ale w mojej rodzinie mogliśmy ją jeść z powietrza i nigdy się nie kończyła, była jak słodkości babuni. Mama mówiła, że to dlatego, że się tak bardzo kochamy, tata żartował, że to przez ciasta, które piecze. Ja jako mały chłopiec kiwałem głową potwierdzająco czy mówiła to mama czy tata.

Rano rozmawiałem z Julią i jej rodzice chcą jechać za granicę na święta. W ciepłe kraje. Też zwariowani ludzie, Ona mówi, że nigdy nie doświadczyła tej magii o której mówiłem. Rozmawiałem z jej rodzicami i pozwolili, żeby została u nas na święta. Może to i karierowicze, ale czasami mają otwarte serca. Muszę tylko porozmawiać z moimi rodzicami.
Mama w kuchni, ma na sobie fartuch i coś pichci. Tata ogląda wygrywającą Justynę Kowalczyk. Klasyk.

Mamo, mam sprawę. Właściwie pytanie... - Spojrzała na mnie pytająco i uniosła brwi do góry. - Rodzice Julii jeżdżą na święta w ciepłe kraje, a ona nigdy nie miała tak naprawdę świąt takich jak my... - Uśmiechnąłem się krzywo. - Jej rodzice już się zgodzili. Czy mogłaby spędzić te dni u nas? 


Moja mama zaczęła się zastanawiać, a ja siedziałem w kuchni jedząc ciastka i popijając herbatką. No pięknie. Zastanawiaj się do wieczora. Musiałem coś zrobić.


Mamoooo... Bardzo proszę. To jej marzenie, prawdziwe święta... - Uwierzcie lub nie zrobiłem słodkie oczy i błagającą minę. Musiałem wyglądać jak szczeniaczek proszący o słodkości.

Ale podziałało. I kiedy tylko się zgodziła rzuciłem się jej na szyję i ucałowałem w policzek.

Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - pokrzykiwałem radośnie - Pójdę do niej i jej powiem. Dziękuję. 


Tata stał opierając się o futrynę i śmiejąc ze mnie, a kiedy się ubierałem wypytał mnie czy mam już prezent dla niej, czy jestem przygotowany. Oznajmił mi też, że śpię na kanapie, a ona w moim pokoju, będzie mnie pilnował i mam być odpowiedzialny. Tak. Mój tatko.


Pobiegłem szybko do niej. Drzwi otworzyła mi jej mama i powiedziała, że dziewczyna jest w swoim pokoju. W ich mieszkaniu nie pachniało świętami. Nie było czuć choinki, ani zapachu ciasteczek. Ale była ona.

Musimy porozmawiać kochanie - szepnąłem jej do ucha, kiedy zobaczyłem, że piosenka, którą odpaliła dobiegła końca, a słuchawki tego nie zatrzymają. Siedziała plecami do wejścia i zawsze jej powtarzałem, że powinna inaczej ustawić biurko, bo ją okradną i nawet nie zauważy. Odpowiadała mi zawsze, że lubi jak ją zaskakuję. Cała Julia. Odwróciła się powoli i cmoknęła mnie w usta.

Może najpierw się ze mną przywitaj? - zapytała ciągnąc mnie w stronę łóżka na którego końcu leżała walizka.

Cześć Maleńka - zapytałem spokojnie siadając i całując ją w usta bardzo krótko. -  wybierasz się gdzieś?

Zrobiła smutną minę i wydęła usta.

Nie chcę - szepnęła. - ale muszę.

Nie puszczę cię nigdzie - oznajmiłem. - Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.

Spojrzała na mnie pytająco i zrobiła głupią minę. Jakbym kazał jej podpalić dom i zatańczyć taniec radości, kiedy zacznie padać.

Spędzisz ze mną święta? U mnie? proszę... - zapytałem próbując zrobić taką samą minę jak przy mamie.

Ja chętnie, ale moi rodzice nigdy się nie zgodzą.


A jeśli powiem ci, że już to zrobili i wszystko załatwione? - zapytałem z szerokim uśmiechem.


Chcesz powiedzieć, że moi rodzice pozwolili mi zostać w Polsce na święta? U Ciebie, z Tobą? - zaśmiała się i pobiegła na schody pytając rodziców czy sobie nie żartuję. Słyszałem krzyki radości. A kiedy wróciła rzuciła się na mnie i zaczęła mocno całować.

Chyba dostanę później jakąś specjalną nagrodę, co? Taką dla najlepszego faceta we wszechświecie? - wymruczałem jej do ucha.

Wspaniale zapowiadały się te święta. Uwielbiam, kiedy wszystko się tak układa.

Kilka godzin później byliśmy już u mnie w domu w którym powitali nas moi rodzice. Cieszyli się, że będzie nas więcej na święta. Są wspaniali. Nie wiem jak wyglądałoby moje życie gdyby nie byli mi aż tak przychylni. Albo gdyby nie kochali mnie aż tak bezgranicznie, bo do tego to wszystko się zbiega.
Julia pobiegła do kuchni, żeby pomóc mamie, a ja kręciłem się po domu. Wieczorem wdrapałem się po drabince na strych i używając latarki odnalazłem karton z napisem OZDOBY, który nabazgrałem markerem kilka lat wcześniej. Zszedłem powoli po drabince, która chwiała się we wszystkie strony i pobiegłem po schodach do salonu w którym ustawiliśmy choinkę.

Kto chce ubrać moją choinkę? - zapytałem z uśmiechem na ustach stając w progu.

No i się zaczęło. Otworzyłem te święta najlepiej jak mogłem. Zrobiliśmy dużo zdjęć.
Magiczny moment, móc się przełamać opłatkiem z kimś kogo się kocha najbardziej na świecie. Móc ze spokojem słuchać, jak ona szepcze, że chciałaby spędzać tak każde kolejne święta, ze mną. Mój szeroki uśmiech. To niesamowite jak w bardzo krótkim czasie wszystko może się zmienić. Miałem wiele marzeń i pragnień. Kiedy pokochałem tę dziewczynę, która stoi przede mną i spogląda mi w oczy wszystko odwróciło się do góry nogami. Żyję dla niej. Spełnianie jej marzeń jest najważniejsze. Rodzice już dawno usiedli, a my dalej szeptaliśmy sobie życzenia.
Była kolacja, były kolędy, były prezenty. W każdej sekundzie mogłem zamknąć oczy i poczuć, że otaczają mnie ludzie, których zawsze będę kochał bezgranicznie. To ten rodzaj miłości przy której nikt nie może nam przeszkodzić. Bo nie jest ważne gdzie będziemy, zawsze będziemy pragnąć bycia obok siebie. Pomyśleć, że jeszcze niedawno byłem łamaczem kobiecych serc. Kiedy patrzę za siebie... ciężko mi powiedzieć, co tam zostawiłem. Może to wycięta ścieżka w środku lasu, której potrzebowałem, żeby dojść do tajemniczej polany na której spotkałem piękną i silną kobietę. Może to same zgliszcza, które powstały, żebym mógł zrozumieć, że potrzeba mi szklanki wody, która ugasi pożar, letniego wiatru, który ochłodzi moje rozpalone ciało.
Święta zleciały zbyt szybko - jak dla mnie. Ale przecież Julia zostaje u nas aż do nowego roku. Spędzimy tyle czasu razem. Bardzo się na to cieszę. Ona jeszcze nie wie co planuję na następne dni. Mam nadzieję, że wszystko się uda.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

ROZDZIAŁ III

Pierwsza poważna kłótnia

Tak, pokłóciliśmy się. Że niby jestem nietolerancyjny i nie podałem ręki jej kumplowi, który jest homo. Sprawa dla mnie jest prosta i ciężko będzie mi zmienić podejście. To nienaturalne na ziemi. Tylko ludzie mogli coś takiego wymyślić. Jakbym nie miał argumentów. Strzelałem nimi jak w mur... Ale muszę przyznać, że też ma trochę racji.
Krzątam się od dwóch dni po domu i nie mogę się za nic zabrać. Co pięć sekund sprawdzam czy nie mam wiadomości od niej i za każdym razem tylko się irytuję. Jest bardziej uparta ode mnie? Tak twierdzi, więc zobaczymy jeszcze.
Była nieźle wkurzona. Przyłożyła mi z torby i wykrzykiwała, że nie mam się do niej odzywać ani zbliżać. Jakbym nigdy tego nie przerabiał? Każda dziewczyna w końcu się wkurza i każda wymięka. Ale jest jedna różnica - tę kocham.
Usłyszałem dzwonek do drzwi i pobiegłem otworzyć. Stał za nimi Szymon z butelką napoju i kebabami - uwielbiam gościa. Zawsze wie jak mi poprawić humor. Wyjrzałem na zewnątrz i spostrzegłem chłopca bawiącego się w ogródku. Zmarszczyłem brwi i kazałem zaczekać przyjacielowi. Powoli podszedłem do chłopczyka i spojrzałem co robi. Kopał mi dziurę w świeżo zasianym trawniku. Później się tym zajmę. To tylko dzieciak.

Cześć Mały, gdzie Twoja mama, zgubiłeś się?

W domu, cesz jobaka? - wyseplenił słodko malec i pokazał trzymaną w dłoni różową istotkę.

Chętnie -  wziąłem robaka w dłoń.

Pokażesz mi gdzie mieszkasz? - zapytałem.

Zawołałem do przyjaciela, że ma mi zostawić moją porcję i zabrałem młodego za rękę w drogę do jego domu. Jak się okazało wprowadził się z mamą na końcu ulicy.
Ostrożnie zapukałem, ale drzwi nikt mi nie otworzył, więc spróbowałem złapać za klamkę. W środku okazało się, że jego mama śpi na kanapie. Ciężko chora mama, a ojciec jest za granicą, zarabia na leki i swojego małego syna. Mojego imiennika zresztą. Podziękowała mi za przyprowadzenie "Jej ukochanego łobuza" i poszedłem do siebie. 
Zaraz po moim wejściu do domu usłyszałem kumpla.

Wysłałem dziewczynę na przeszpiegi - wypowiedział z dumą w głosie, jedzenie leciało mu z pyska, wyglądał pociesznie z sosem na brodzie.

Podrapałem się po brodzie pokazując mu, że coś tam ma. 

Jakie przeszpiegi? O czym ty gadasz?

Do Julii, twojej dziewczyny - chyba nic się nie zmieniło, prawda? Nadal wyglądasz jakbyś nie wiedział czy tutaj siedzieć czy do niej pobiec. - Przewrócił oczami i spojrzał na mnie krytycznie - Co ona z Tobą zrobiła, faaacet...

Kocham ją, okej? Znasz mnie jak nikt inny i wiesz dobrze, że nie kłamię.

Zacisnął wargi i wyjął telefon z kieszeni. Przyglądałem mu się jak coś tam wybiera i przykłada go do ucha, jednocześnie otworzyłem swój obiad i zacząłem jeść. Najlepszy kebab w okolicy. Jedliście kiedyś coś idealnego? Ja jadłem. Przypomina ci się dzieciństwo, czasy, kiedy rodzice siedzieli z tobą przy stole i żartowali w niedzielne popołudnie. Mama nakłada wam porcję waszego ulubionego dania a wasze oczy cieszą się blaskiem szczęścia. A smak? Jakby wszystko się w was otwierało na jedno doznanie. Szkoda, że teraz do szczęścia potrzebujemy więcej...

Impreza, dziś. Ubieraj się - oznajmił odkładając telefon i ciesząc japę, miałem ochotę w niego rzucić czymś ciężkim, wkurzał mnie powoli.

Nigdzie nie idę. Nie mam ochoty - odparłem i rzuciłem się na kanapę wzdychając lekko.

Idziesz. Nie pytałem cię o zdanie.

Nie możesz po prostu tutaj ze mną zostać i zalać mnie w trupa?

Wiedział, że nie ustąpię, więc poszedł do sklepu i wrócił z butelką wódki. Postawił ją z hukiem na stole i zaczął lać, a ja zadowolony podziękowałem mu za bycie dobrym przyjacielem.

Mówiłem już, że ona tam będzie?- zapytał spokojnie po drugiej kolejce i rozparł się na krześle a ja zawrzałem.

Zajebię ci kiedyś za te głupie uśmiechy i takie rzeczy! - Wybiegłem z mieszkania i usłyszałem za sobą krzyk, że impreza jest u Alana.  Byłem niemiłosiernie wkurzony, więc przebiegłem kilka kilometrów w stronę odwrotną niż trzeba. Zatrzymałem się powoli i odpaliłem fajkę, a płuca zakuły z wysiłku i nagłego szoku wywołanego przez dym. Już nie miałem ochoty krzyczeć Zacząłem wracać. Miałem dużo czasu na myślenie i biłem się z myślami. Homoseksualiści to też ludzie, prawda? Mają prawo do miłości, bliskości i czułości. Tak samo potrafią martwić się, cierpieć i płakać. Każdy ma prawo do bycia sobą. Nie tak zostałem wychowany, ale takie jest chyba moje zdanie, prawda?  Miarą człowieczeństwa jest odrobina współczucia dla innych, zdolność kochania i bycia dobrą osobą, a nie orientacja. Tak, tak teraz myślę.
Wróciłem do mieszkania i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem czysty czarny podkoszulek i czyste spodnie. Malec zostawił na mojej wcześniejszej koszulce odcisk błotnistej dłoni. Było późno. Zbliżała się pierwsza, więc napisałem tylko smsa do Szymona, czy ona wciąż tam jest i kiedy to potwierdził, po prostu poszedłem pod jej dom, żeby tam zaczekać. Usiadłem na schodach przy drzwiach i nie wiem kiedy, ale zasnąłem. Pierwsze co zobaczyłem po podniesieniu powiek, to dwie najwspanialsze tęczówki na świecie. Wpatrywała się we mnie mrużąc oczy.

Chcesz się przeziębić? - zapytała pociągając lekko za mój podkoszulek, a ja tylko wzruszyłem ramionami ze skruchą w oczach.

Musimy pogadać - oznajmiłem.

Zaprosiła mnie do środka, a ja poszedłem do jej pokoju. Musiała się umyć i przebrać w piżamę. Długo rozmawialiśmy zważywszy na to, że oboje byliśmy zmęczeni. Przeprosiłem - pierwszy raz w życiu zrobiłem to pierwszy i nie umarłem. Ale teraz nie wydaje mi się to dziwne. Nowy Adam robi takie rzeczy, prawda?

Tęskniłam za Tobą - wyszeptała na wpół śpiąco tuż przed snem. Jest taka słodka, kiedy przyciska usta do mojej szyi i zaczyna mamrotać ledwie słyszalnie. Ciało przestaje być jej posłuszne i zasypia. Tamtej nocy przyglądałem się jej bardzo długo obiecując sobie, że nigdy nie mogę pozwolić sobie, żeby mnie zostawiła przez moje błędy. Chcę być dla niej najlepszym wyborem.

piątek, 4 stycznia 2013

ROZDZIAŁ II

Lato - wyjątkowy dzień.

Słońce tak mnie paliło, że koszulka w kilka minut przykleiła mi się do pleców, więc ją zdjąłem - później miałem się martwić schodzącą skórą i niemożnością zaśnięcia. Spojrzałem na swoje żebra z których schodziła już opuchlizna po bójce. 
Pewnego wieczoru kilka tygodni temu, kiedy odprowadzałem Julię do domu zaczepili nas jacyś kolesie. Zaczęli się dobierać do mojej dziewczyny, więc musiałem ją bronić. Nie chciała uciekać, ale kiedy spojrzałem jej w oczy i poprosiłem mówiąc, że sobie poradzę to bardzo niechętnie to zrobiła. Ja zostałem. Nie mogę się pochwalić zwycięstwem. Długo dawałem radę, ale kiedy upadłem, to nie dali mi wstać. Trudno - nie zawsze można wygrywać. Najważniejsze, że nie dałem jej skrzywdzić. Wynikiem były obite żebra. Niezbyt wielka cena za bezpieczeństwo bliskiej osoby. 
Pracowałem na budowie, żeby odciążyć trochę rodziców i mieć własne pieniądze. Razem ze mną pracował mój przyjaciel Szymon. Poznaliśmy się jeszcze w gimnazjum. Ale zostaliśmy kumplami dopiero w drugiej klasie, kiedy to Gwiazdy - jak nazywaliśmy drużynę piłki nożnej - zaczęły się pastwić nad kilkoma osobami. Młodzież bywa okrutna. Stawałem w obronie takich osób i pewnie gdyby nie Szymon, który nie wiadomo skąd pojawiał się za moimi plecami jako wsparcie, to dostawałbym łomot zamiast nich.
Kiedy praca dobiegła końca  przebraliśmy się i skierowaliśmy do domu. Mój przyjaciel mieszkał u mnie na czas pracy, co mi całkiem odpowiadało. Nigdy się nie nudziliśmy. Jest sobota i czas na ognisko - jedyna rozrywka w tak małym mieście. Chociaż nie narzekamy zbyt często, jesteśmy pomysłowi. No i mam Julię. Jedyna dziewczyna z którą wytrzymałem dłużej niż dwa miesiące.

Szymon poszedł prosto na ognisko, a ja udałem się dobrze sobie znaną trasą do Julii. Otworzył mi jej młodszy brat i oznajmił, że muszę z nim zagrać, na co Julia wyskoczyła z łazienki twierdząc, że jest już prawie gotowa. Dałem jej szybkiego buziaka i szepnąłem do ucha, że muszę mieć dobre stosunki z jej bratem. Zagraliśmy pięć meczy na Xie i dopiero wtedy zjawiła się w drzwiach przygotowana do wyjścia. Zaśmiałem się lekko i przybiłem piątkę z jej bratem.

Kiedy dziewczyna mówi ci, że jest już prawie gotowa musisz dodać do tego pół godziny. Zwłaszcza, kiedy jest podobna do twojej siostry - oznajmiłem chłopakowi i przyjrzałem się jego siostrze. Nie mogłem nacieszyć oczu, chociaż widziałem ją prawie codziennie.

Idziemy? - spytałem na wszelki wypadek.

I poszliśmy. Ogniska odbywały się nad jeziorem za domkami letniskowymi. Trzeba powiedzieć, że były one wypasione - nie każdego stać w końcu na letnią posiadłość. W każdym razie przyjeżdżające na wakacje dzieci tych bogaczy organizowały takie imprezy. Co tydzień za innym domkiem. Impreza jak to impreza polegała na piciu, paleniu, rozmowach i na jaraniu zioła.  No i oczywiście na tańczeniu. Nie byłem w tym nigdy zbyt dobry.  Właściwie byłem kompletną nogą do tańca. Obiecywałem sobie, że kiedyś się nauczę i dopiero ostatnio miałem prawdziwą motywację. Na wejście każdy musiał wypić kieliszek wódki i przyjąć butelkę piwa od gospodarza. Na szczęście jeśli ktoś przyszedł z dziewczyną mógł wypić kolejkę zamiast niej. Julia nigdy nie piła i mnie też do tego skłaniała. Nie żebym to robił nałogowo i do zgonu, ale impreza co tydzień była tradycją.
Weszliśmy do środka a ja witałem się z każdym po kolei. Oparła się o ścianę i przyciągnęła mnie do siebie. Kiedy ją całowałem świat jakby przestawał mieć znaczenie. To jakby płyty tektoniczne pod nami się trzęsły. Automatycznie zapominałem o wszystkim dookoła i oddawałem się przyjemności. Mógłbym to robić godzinami. Tak chyba powinno być, kiedy się kogoś kocha, prawda?

Dzisiaj więcej nie pijesz. - Wskazała butelki w swojej i mojej dłoni a ja ściągnąłem brwi wzruszając ramionami.

Znajdźmy Szymona, pewnie podrywa jakąś dziewczynę. Dam sobie rękę uciąć. Uwierzysz, że po prostu mnie naśladuje? - zaśmiałem się krótko i poprowadziłem ją w stronę tarasu, a później ogniska przy którym działo się najwięcej. Szymon oczywiście zajmował się jakąś laską. Norma...
Dookoła były rozstawione kanapy. Zawsze mnie ciekawiło gdzie je chowają na pozostałe dni tygodnia, ale nigdy nie byłem tam następnego dnia po imprezie. Poczekałem aż dziewczyna usiądzie i położyłem się z głową na jej kolanach patrząc jej spokojnie w oczy. Kolejna rzecz, która nigdy mi się nie nudziła. Usiadłem na chwilę i wyciągnąłem papierosa, pożyczyłem zapalniczkę i zapaliłem go. Dym szybko wypełnił moje płuca i zaczął rozluźniać spięte od pracy ciało.

Miałeś nie palić - przypomniała mi Julia, a ja tylko się skrzywiłem.

Nie bardzo mogę przestać. No w sumie mógłbym, ale wszystko mnie boli a to pomaga. Chyba, że zrobisz mi masaż? - zapytałem z błyskiem w oku i zgasiłem wypaloną już fajkę - Hm?

Kazała mi obiecać, że nie zapalę co najmniej przez cały tydzień. Co oczywiście zrobiłem, chociaż wiedziałem, że będzie ciężko dotrzymać słowa. Zdjąłem koszulkę i położyłem się na kanapie, a Julia usiadła na mnie i zaczęła mnie masować.

Musisz mieć wszystko takie cudowne? Nawet dłonie? Czuję się przy Tobie nijaki, kobieto - oznajmiłem wesoło i przymknąłem powieki.

Lubiłem takie wieczory. Pełno ludzi dookoła, a jednak jakbyśmy byli tylko we dwoje. Julia wyjątkowo wcześnie chciała wrócić do domu, więc zabraliśmy swoje rzeczy i po prostu poszliśmy do niej, gdzie przebrała się w piżamę i wróciła do pokoju w którym siedziałem. jej rodzice nie zgodziliby się na to, żebym zostawał na noc, ale lato spędzali pracując za granicą. Ona opiekowała się bratem, a kiedy wychodziła Młody szedł do sąsiadki. Teraz już spał. Sam go zaniosłem do łóżka, żeby dziewczyna nie musiała go budzić.
Julia wtuliła się we mnie i ucałowała w linię szczęki, a ja oddałem jej w czoło. Fajnie zasypiać przy niej.

Pójdę pod prysznic - uśmiechnąłem się i wstałem powoli. Zabrałem przygotowane wcześniej rzeczy i pomaszerowałem do łazienki. Gorąca woda też pomagała na sztywne mięśnie. Chyba nawet lepiej niż palenie papierosów i rozciąganie. Kiedy wróciłem czułem się świeżo i rześko. Zatrzymałem się w drzwiach i szerzej otworzyłem oczy.

Na łóżku w czarnej koronkowej bieliźnie leżała Julia lekko zawstydzona pod moim spojrzeniem. Uśmiechała się.

Myślę, że jestem gotowa - wyszeptała sunąc dłonią po swoim ciele i śmiejąc się lekko zapewne z mojej miny - Czy ty w końcu zaniemówiłeś?

Czy ty właśnie próbujesz mnie uwieść? - odparłem pytanie podchodząc do niej i wchodząc na łóżko z uśmiechem. Nie odpowiedziała mi tylko przyciągnęła do siebie i zaczęła całować zachłannie.
Idealna gra nagich ciał, przyśpieszonych oddechów i jęków rozkoszy. Cały czas przyglądałem się jej twarzy i spoglądałem w oczy. Powoli zdjąłem jej bieliznę całując każdy skrawek ciała poświęcając dużo uwagi jej piersiom. Wygięła się pode mną w łuk kiedy dotarłem w najbardziej czułe miejsce.

Jesteś taka piękna - szeptałem wędrując po jej ciele dłońmi - kocham cię…

Zrobić to z kimś kogo się kocha, to oddanie się w zupełności. Nie dość, że ktoś jest właścicielem naszej duszy to i ciała. Wspaniałe uczucie - nie do opisania.

Leżeliśmy później nadzy i wtuleni w siebie, opowiadałem jej coś przed snem. 

Zasnęliśmy w ten sposób.

środa, 2 stycznia 2013

ROZDZIAŁ I

Kilka lat wcześniej - pierwsza randka.

Nastoletni Adam. Tak mi na imię i kobiety za mną szaleją. Albo to ja za nimi. W każdym razie znowu mam randkę. Ubrałem najlepsze ciuchy i kupiłem kilka rzeczy. Coś jest chyba ze mną nie tak. Nigdy się tak nie starałem. Zawsze to one się bardziej angażowały - ale może dlatego żadnej jeszcze nie pokochałem i nie udało mi się w żadnym związku. 
Szedłem w miejsce umówionego spotkania. Latarnie postawione wzdłuż alejki dawały mało światła. Kryły się wśród gałęzi drzew. Ale nie bałem się ciemności. Znałem to miasto na pamięć. Tutaj się urodziłem.  Zawsze zjawiałem się dwadzieścia minut przed czasem. Pierwsza zasada - nigdy się nie spóźniam. Zasady ułatwiają życie. Szczególnie mężczyźnie. Każdy powinien być tak zorganizowany.
Julia. Ładne imię, ale jeszcze ładniejsza kobieta. Ku mojemu zdziwieniu siedziała na ławce plecami do mnie. Była wcześniej? Niemożliwe. Nie wiedziała, że nadchodzę. Rozejrzałem się po placu i zauważyłem jeszcze czynną kwiaciarnię. Podbiegłem do małej blondynki i poprosiłem czerwoną różę. Uśmiechnąłem się do niej szeroko, podziękowałem radośnie i życzyłem miłego wieczoru. Stanąłem za ławką na której siedziała dziewczyna i wyciągnąłem rękę z różą tak żeby zobaczyła ją przed sobą.

Gdy ktoś kocha różę, której jedyny okaz znajduje się na jednej z milionów gwiazd, wystarczy mu na nie spojrzeć, aby być szczęśliwym. Mówi sobie: „Na którejś z nich jest moja róża...”.

Cytowałem Małego Księcia, ale przyszło mi to do głowy w chwili, kiedy już to mówiłem.
Złapała kwiat i powąchała powoli a ja uśmiechnąłem się widząc jak lekki rumieniec wypływa na jej policzki. Już jest moja - tak właśnie pomyślałem z ogromną pewnością siebie.  
Miałem zaplanowany cały wieczór do najdrobniejszego szczegółu. Złapałem ją za rękę, której nie odtrąciła - dobry znak - i poprowadziłem w swoje ulubione miejsce do którego prowadziła ścieżka pomiędzy drzewami. Zanim tam dotarliśmy wyciągnąłem ukrytą tam lampę naftową, żeby było jej łatwiej iść. Ścieżka była pokryta korzeniami i kępkami trawy. Kazałem jej chwilę zaczekać zanim weszliśmy na pomost. Cały z drewna. Na samym jego końcu ułożyłem koc i coś do jedzenia. Butelkę wina i jeszcze kilka innych rzeczy.  Zacząłem zapalać świeczki, a później po nią wróciłem. Idealnie.
Ten wieczór był wspaniały. Rozmawialiśmy o naszych planach i marzeniach, a nawet o tym czego się boimy. Z nikim jeszcze tak dobrze się nie dogadywałem. Ma wspaniały uśmiech. Kiedy się śmieje w oczach tańczą wesołe ludziki. Takie małe jasne punkciki, których większość ludzi na pewno nie widzi.
Nie chciała wina, ale byłem na to przygotowany. Wyciągnąłem trzy termosy z łobuzerskim uśmiechem. Kawa, herbata czy gorąca czekolada? Kazała mi wybrać to co najbardziej do niej pasuje. Wyzwanie -uwielbiam wyzwania. Spojrzałem na nią, a potem na termosy i zaproponowałem jej nagrodę. Za dobry wybór miałem dostać buziaka.

Gdybym był tutaj z każdą inną dziewczyną wybrałbym gorącą czekoladę, jest słodka i czyni was bardziej uległymi... Ale nie dam ci gorącej czekolady. Gdybym chciał cię odprowadzić późno nalałbym ci kawy - uśmiechnąłem się lekko i przygotowałem kubek - ale nie wybieram kawy. Zaproponuję ci herbaty i dam swoją kurtkę, bo robi się chłodno. Dlaczego herbata? ... Bo jesteś spokojna - nie wiem na ile to moja zasługa, a na ile twojego charakteru, ale mi się to podoba. Zrobię to też dlatego, że zamierzam cię odprowadzić o przyzwoitej porze i liczę na kolejne spotkanie - uśmiechnąłem się szerzej i podałem jej herbatę a później okryłem kurtką.

Zapytała później, czy zawsze jestem tak wygadany. Byłem wygadany dużo bardziej przy każdej innej, ale mi nie uwierzyła, kiedy jej to powiedziałem. Rozmawialiśmy bardzo długo leżąc na kocu i patrząc w gwiazdy. Udając, że gdzieś tam są nasze własne gwiazdy. Droczyła się ze mną. Kiedy wybierałem gwiazdę tuż obok, to ona wybierała gwiazdę bardzo daleko od niej. Opowiedziałem jej historię, którą stworzyłem o gwiazdach i co o nich myślę. Nie sądziła, że mogę być tak wrażliwy. 

Ma zimne dłonie, ale gorące serce, jak to możliwe?

Odprowadziłem ją do domu i zatrzymałem się przed jej klatką. Umówiłem się od razu na kolejne spotkanie następnego dnia, które to ona miała przygotować. Nie chciała, żebym tylko ja się starał jeśli mamy się umawiać. Zgodziłem się z wielkimi oporami. Spojrzałem jej w oczy głęboko i życzyłem miłych snów. Już miałem sobie pójść kiedy stanęła na palcach, dała mi buziaka w policzek i pobiegła do siebie. Moja nagroda o której zapomniałem. Mógłbym się w niej zakochać.